Niewykluczone, że większość osób, które odwiedziły w ciągu ostatnich lat „Dymarki Świętokrzyskie” nie posiada wiedzy o formule organizacyjnej tego przedsięwzięcia. Bardzo prawdopodobne jest, że większość ta nie wie, iż prezentacje antycznej metalurgii żelaza, życia codziennego i innych odtwarzanych w czasie festynu zjawisk odnoszących się do starożytności realizuje od 15 lat Świętokrzyskie Stowarzyszenie Dziedzictwa Przemysłowego z siedzibą w Kielcach przy współpracy wielu instytucji i osób z kraju oraz z zagranicy. Przypuszczalnie nie jest też powszechnie znany fakt, że powstałe w Nowej Słupi w latach 2010-2011 rekonstrukcje domostw i stanowisk prezentacyjnych wliczając fragment „rzymskich” umocnień i wieżę obserwacyjną zaprojektowało również ww. stowarzyszenie a następnie uczestniczyło w ich powstawaniu nadzorując merytorycznie ich budowę – tak, aby zwiedzający w czasie „Dymarek” mogli zapoznać się z możliwie autentycznym obrazem budownictwa w starożytności. Rok 2014 stanowił dokładnie zamknięcie 15-letniego etapu naszej działalności w ramach projektu „Człowiek i Żelazo w pierwszych wiekach naszej ery”, bynajmniej nie ograniczającej się do Nowej Słupi i „Dymarek”. Już od roku 1999 rozpoczęliśmy owocną współpracę z samorządem powiatowym Starachowic, który postanowił po przejęciu terenu tzw. Wielkiego Pieca utworzyć na nim Muzeum Przyrody i Techniki, Ekomuzeum im. Jana Pazdura. Tam właśnie w roku 2001 powstała pierwsza „osada hutnicza” zbudowana przez ŚSDP. Także z naszej inicjatywy Muzeum stworzyło w roku 2004 „Archeopark”, który z powodzeniem spełnia funkcję „antycznego przystanku” na wielowątkowej ścieżce zwiedzania tego ciekawego miejsca słynącego, nie tylko z unikalnych zabytków techniki, ale także z wyjątkowej ekspozycji paleontologicznej.  To tam od roku 2004 odbywa się w maju nazwane przez nas „Żelaznymi Korzeniami” edukacyjne spotkanie z rzemiosłem i spuścizną kulturalną antyku organizowane głównie z myślą o młodzieży szkolnej, przybywającej często z odległych od naszego regionu miejsc. Wypada też napomknąć o organizowanych w międzyczasie przez stowarzyszenie sesjach i konferencjach oraz wydawnictwach, które ukazały się naszym staraniem lub przy naszym znaczącym udziale. W latach 2011-2013 w naszym środowisku opracowano metodę będącą najprawdopodobniej realnym odzwierciedleniem procesu uzyskiwania żelaza w starożytnych piecach dymarskich typu kotlinkowego. Dlatego obecnie prezentacje pracy hutniczego piecowiska w czasie sierpniowych  „Dymarek” nie są wyłącznie pokazem czynności ale rzeczywistą wizualizacją wysiłku antycznych dymarzy wieńczonego wydobyciem z pieca żelaznej łupki. Członkowie stowarzyszenia prowadzą szereg prac badawczych w regionie i poza nim prezentując wyniki tych studiów, nie tylko w czasie naukowych konferencji, ale także poprzez ogólnodostępne ekspozycje czy prezentacje oraz w formie publikacji.

Mogłoby się wydawać, że ten miniony 15-letni okres winien być przyczyną poczucia satysfakcji i spełnienia przez naszą organizacje zakładanych celów. Wszak „Dymarki”, które niedługo będą miały okrągłe 50 lat, przed  rokiem 1999 wyglądały zupełnie inaczej i to nie bynajmniej przez brak występów gwiazd muzyki pop, rock czy disco-polo, które cieszą się obecnie tak znaczącym aplauzem zwłaszcza ze strony lokalnych odbiorców. To nadchodzące 50-lecie jest jednak powodem do nieco innej oceny stanu rzeczy, także w szerszej – nie tylko „dymarkowej” perspektywie. Istotą samych „Dymarek”, chociaż u zarania tak odmiennych od współczesnych, była i jest popularyzacja nauki, na co wielokrotnie zwracał uwagę nieżyjący już jeden z „ojców” tego przedsięwzięcia – profesor Kazimierz Bielenin. Nasze 15-letnie wysiłki były wyłącznie próbą przeniesienia akcentu – ponownie na ową popularyzację, której nadaliśmy znacznie poszerzoną i bardziej widowiskową formę. W pewnym stopniu oczywiście próba ta została uwieńczona sukcesem, o czym świadczy rozrost ekipy kilkunastu zapaleńców  na początku podejmowania tych działań – do ponad 230 osób współtworzących projekt obecnie. I chociaż bez fałszywej skromności możemy przyznać się do tworzenia największego w Polsce wydarzenia plenerowego stale poświęconego kulturze antycznej, fakt ten nie spowodował znaczących ułatwień – zarówno w dostępie do środków, jak i w ustanowieniu problematyki świętokrzyskiego hutnictwa żelaza stałym elementem strategii promocji województwa. Nie należy tego stanu mylić z obojętnością władz wojewódzkich. Zwłaszcza w latach 2010-2012 pomoc z ich strony była znacząca. Podkreślana też jest corocznie życzliwość wobec naszych starań. Nie oszukujmy się jednak, że liczba uczestników przedsięwzięć popularyzujących badania naukowe – chociażby jak najbardziej spektakularnych – jest w stanie konkurować z widownią telewizyjnych spektakli, które stały się ostatnio owym „regionalnym produktem promocyjno-turystycznym” czy nawet z liczebnością publiki występów estradowych towarzyszących samym „Dymarkom”. Konstatacja, co w sposób bardziej długotrwały i racjonalny będzie oddziaływało na potencjalnych turystów odwiedzających nasz region spowodowała, że podjęliśmy kolejną próbę. Przygotowaliśmy w oparciu o zasoby dziedzictwa kulturowego związanego z pracą ludzi zamieszkujących region świętokrzyski w różnych okresach dziejów, projekt przewidziany do sfinansowania w większości ze środków UE - do roku 2020. Nazwaliśmy go „Świętokrzyskim Szlakiem Żelaza”. Obejmuje on działania bardzo różnorodne, od badań i szkoleń poczynając, na ekspozycji ich wyników kończąc. Każde z nich byłoby przedmiotem publicznej prezentacji i oceny. Terenem tych działań może być znacząca część naszego regionu – od Ponidzia po Góry Świętokrzyskie. Zasadnicze, przewidziane przez nas miejsca ekspozycji efektów tego projektu to Nowa Słupia, Starachowice i Sielpia ale poza nimi przewidziane są inne – m.in. Pińczów, Kielce, Sobków i Morawica. Zakładamy także prezentacje projektu w innych miejscach w kraju i poza jego granicami – np.  w Krakowie, Warszawie czy Domu Polskim w Brukseli. Rozmowy dotyczące tego przedsięwzięcia rozpoczęliśmy z władzami samorządowymi już na jesieni roku 2013. Pozytywnie zapatrywał się na jego realizację Marszałek  Województwa. Znaczące poparcie dla tego pomysłu wyraża samorząd Powiatu Starachowickiego - jeden z przewidywanych głównych partnerów jego wdrażania. Czy jednak uda się ten projekt wprowadzić w życie?

Mylne byłyby próby oceny perspektyw powodzenia naszego pomysłu oparte na przykład na frekwencji odwiedzających „Dymarki Świętokrzyskie”. Liczba tegorocznych gości tego przedsięwzięcia (23 tysiące) wydaje się znacząca. I w istocie jest to krzepiące zjawisko. Dla oceniającego sytuację z zewnątrz umyka jednak szereg problemów, pogłębiających się z roku na rok, a wynikających zapewne częściowo z dotychczasowego braku spójnej wizji rozwoju „Dymarek” w grupie organizujących je instytucji. Szczęśliwie nasze działania i dążenia zyskują pozytywne oceny na zewnątrz, co poświadcza pozyskana w ubiegłym roku dotacja Funduszu Wyszehradzkiego. Coraz większe trudności w pozyskiwaniu środków na miejscu uzmysławiają jednak, że dotychczasowa formuła organizacyjna takich działań jak pokazy dymarkowe nie jest z pewnością doskonała. Nasze prezentacje są jednak przedsięwzięciami potrzebnymi, o czym świadczą przeprowadzone w tym roku przez Fundację „Artes Liberales” badania ankietowe wskazujące, że wypracowana 15 lat temu forma popularyzacji archeologii i archeometalurgii w ramach „Dymarek” i „Żelaznych Korzeni” sprawdza się na coraz to nowych grupach odbiorców. Czy zatem „Public Archaeology” może być „siłą żywiącą” promocji regionu świętokrzyskiego? Z pewnością tak, jeśli damy szansę innym przedsięwzięciom, także tym dotychczas nieznanym projektowi „Człowiek i Żelazo…”. Takich zagadnień, których nie mogliśmy do tej pory zaprezentować jest wiele. Należy też zaznaczyć, że naszym pragnieniem nie jest tylko zmiana jakościowa formy ekspozycji. Ważniejsze wydaje się bowiem społeczne oddziaływanie projektu. Za jego przyczyną winna nastąpić zmiana w postrzeganiu archeologicznych i postindustrialnych dóbr wśród przedstawicieli lokalnych społeczności. Jedynie za ich sprawą można bowiem liczyć na upowszechnienie odpowiedzialności za zabytki pochodzące z czasem bardzo odległych od chwili obecnej okresów dziejów. Może właśnie ten projekt przyczyni się w znaczącym stopniu do  wytworzenia racjonalnego, społecznego poczucia własności tych dóbr i konieczności troski o ich właściwe utrzymanie, opracowywanie, czy wreszcie rzetelne upowszechnianie wiedzy o nich. Może też dzięki tym działaniom będzie możliwe uzmysłowienie mieszkańcom regionu, że statusu ich tożsamości nie określa wyłącznie „czarująca wiedźma na miotle”, będąca jednym z wielu regionalnych symboli – i być może wcale nie najważniejszym, chociaż niewątpliwie atrakcyjnym.

Mamy świadomość, że odbiór powyżej zamieszczonych uwag może być różnorodny. Nie mają one jednak na celu krytyki dotychczasowych, wzmiankowanych wcześniej działań promocyjnych opartych o atrakcyjność m.in. ww. symbolu. Poświadczają ją przecież wskaźniki oglądalności programów telewizyjnych takich jak „Sabat Czarownic”. Celem zamieszczonych tu uwag  jest umotywowanie propozycji nieco odmiennego ukierunkowania promocji regionalnej w ciągu najbliższych pięciu lat. Są one wszak przypuszczalnie ostatnią szansą na wykorzystanie znaczących środków pomocowych z Unii Europejskiej. Postulowana rewitalizacja zasobów dziedzictwa związanych z wielopokoleniową eksploatacją obecnych w naszym regionie naturalnych zasobów może być przedsięwzięciem, które całkiem skutecznie będzie reklamować świętokrzyskie w kraju i za granicą. Zwłaszcza, że istnieje już zaplecze kadrowe, częściowo infrastruktura a niedostatki wynikają, albo z braku wystarczających środków, albo z trudności we współpracy międzyinstytucjonalnej. Głównym problemem jest stałe źródło finansowania dla takiej poszerzonej działalności – obejmującej już nie tylko wydarzenia takie jak „Dymarki”, „Żelazne Korzenie” czy „Jarmark u Starzecha”, ale całoroczną aktywność różnych jednostek i miejsc. Być może – nawet jeśli pomysł nie zostanie przez decydentów uznany za kluczowy – będzie to remedium m.in. na ciągłe problemy z finansowaniem prezentacji dymarkowych i zarazem na utyskiwanie władz lokalnych na ich wysokie koszty. Być może będzie to też jedyna możliwość rewitalizacji obiektów takich jak Muzeum Starożytnego Hutnictwa Świętokrzyskiego w Nowej Słupi, Muzeum w Sielpi czy Archeopark w Starachowicach. Możliwe, że dzięki temu projektowi zyskamy sposobność ekspozycji na europejskim poziomie – nie tylko hutnictwa starożytnego, ale też rekonstrukcji związanych ze średniowieczem i okresem nowożytnym. Nie jesteśmy jednak w stanie odpowiedzieć, czy taka forma działań promocyjnych zostanie ostatecznie uznana za potrzebną czy wręcz niezbędną dla ogółu społeczności pomimo dość wiarygodnych przesłanek – m.in. wynikających ze wspomnianych powyżej badań socjologicznych czy chociażby wieloletniej tradycji świętowania „Dymarek”.

„Świętokrzyski Szlak Żelaza” jawi się szansą niepowtarzalną, gdyż raczej nie możemy liczyć na podobną sposobność pozyskania znaczących środków w najbliższej przyszłości. Dlatego wszystkie osoby i instytucje, które mogą pomóc nam poprzez wyrażenie poparcia dla tego projektu prosimy o skierowanie na nasz adres- Świętokrzyskie Stowarzyszenie Dziedzictwa Przemysłowego, ul. Zamkowa 5, 25-009 Kielce - pisemnych poświadczeń Państwa pozytywnej opinii o zarysowanym tu pomyśle. Będziemy zobowiązani za Państwa wsparcie tym bardziej, że z przyczyn technicznych nie ma możliwości zaprezentowania tu pełnej koncepcji „Szlaku”.

Z serdecznymi pozdrowieniami

dr Andrzej Przychodni

Prezes Zarządu ŚSDP